wtorek, 16 stycznia 2018

Jak nauczyłaś tak masz!- czyli jak być mamą wymagającego dziecka.



Idziesz ulicą prowadząc przed sobą wózek. Rozglądasz się dookoła obserwując okolicę i widzisz ją. Widzisz inną mamę, która podobnie jak ty wyszła na spacer ze swoim dzieckiem. Nie, jednak jest między wami pewna różnica. W jej wózku śpi spokojnie maluszek, podczas gdy z twojego dobiega serenada płaczów, krzyków i innych podobnych dźwięków. I zastanawiasz się dlaczego twój maluch tak reaguje? Sprawdzałaś już czy mu nie za ciepło/zimno, pieluszkę, nakarmiłaś jakieś 5 minut temu. Przyspieszasz więc kroku i udając żywego szumisia kierujesz się w stronę domu. Twój 10 minutowy spacer dobiegł właśnie końca.

Znacie termin "high need baby"? Na pewno, co najmniej raz spotkaliście się z tym określeniem. Oznacza on dziecko o większych potrzebach niż "standardowy" niemowlak. Dzieci takie najczęściej wykazują zwiększoną potrzebę bliskości, najlepiej czują się w ramionach mamy i/lub taty, mają dużą potrzebę ssania, raczej płytki sen i są nieodkładalne. Dzieci te są bardziej wrażliwe na bodźce, które funduje im świat po drugiej stronie brzucha- nie lubią jasnego światła lub głośnych dźwięków okazując to płaczem. Czasem taka zwiększona wrażliwość może sugerować problem związany z zaburzeniami integracji sensorycznej (SI) ale nie musi. Czasem po prostu kolokwialnie mówiąc ten typ tak ma.

Okazało się, że Maksio jest maluchem bardziej wymagającym, a przez to bardziej absorbującym całą rodzinę. Choć większość jego potrzeb mogę zaspokoić tylko ja.

Wiele razy w czasie tego mojego 6-cio miesięcznego podwójnego macierzyństwa zastanawiałam się: gdzie popełniłam błąd? Dlaczego mój synek śpi w ciągu dnia tylko na rękach, przy piersi? Dlaczego mam wrażenie, że jego płacz rozpoczyna się rano a kończy wieczorem kiedy zasypia aby za godzinę obudzić się z kolejnym płaczem? Czy ja jestem dobrą mamą, skoro on tak bardzo płacze? A może jest głodny- mimo, że waga raczej sugeruje coś zupełnie odwrotnego? A może go coś boli? Może, może, może.....mnogość zadawanych sobie pytań wypełniała mi głowę, tworząc coraz to nowy niepokój. Układałam w myślach najróżniejsze scenariusze podczas godzinnych spacerów z kuchni do pokoju z niemowlakiem na rękach.

Ale wiecie co było dla mnie dotąd najtrudniejsze? Nie moje obawy, nie moje obowiązki względem moich dzieci, nie brak snu (choć ten nadal boleśnie odczuwam) ale sugestie i komentarze osób trzecich.

Najbliższa rodzina na początku sugerowała problemy z karmieniem, ponieważ dla większości ludzi płaczący niemowlak to głodny niemowlak. Koniec. A skoro Maksio płakał bardzo dużo to oznaczało to, że jest głodny. A skoro oznaczało, że głodny to znaczy, że mama czyli ja nie potrafi go nakarmić. Konkluzja zawsze prowadziła do rady: podaj butelkę, przecież go głodzisz. Wniosek ten, umacniał również fakt, że Maksio 90% dnia spędzał przy piersi- jedząc, śpiąc, uspokajając się. O dziwo większość tych rewelacji wypływała od osób, które albo nie karmiły piersią albo karmiły bardzo krótko (podejrzewam, że również po wysłuchaniu podobnych rad).

Kolejną grupą były osoby, które spotykały nas sporadycznie, najczęściej poza domem, w miejscu pełnym nowych bodźców. Maksio w takich miejscach jest tak bardzo zainteresowany nowym otoczeniem, że skupia całą swoją uwagę na poznawaniu i odbieraniu wszelkich bodźców- mniej płacze i najczęściej jest cichym obserwatorem chłonącym świat z poziomu ramion moich lub Tusiakowego Taty. Niestety po powrocie do domu, a najczęściej już podczas drogi powrotnej nie jest już tak różowo. Pod wpływem nadmiaru bodźców oraz zmęczenia mamy do czynienia ze zwiększoną reakcją na wcześniejszą sytuację. Tylko to odreagowywanie widzimy i słyszymy już tylko my w zaciszu własnego domu (nie licząc oczywiście sąsiadów). Obserwując więc naszego synka w nowym otoczeniu można dojść do wniosku (jak to niejednokrotnie usłyszałam), że to "anioł nie dziecko". W takich momentach pomimo mojej sympatii do danej osoby odczuwam jednak ukłucie. Bo skoro Maks jest taki grzeczny, to ja sobie coś ubzdurałam z tymi trudnościami, nie mam co narzekać, a jeśli narzekam to znaczy że coś ze mną jest nie tak.

Maksio jak każdy człowiek ma lepsze i gorsze dni. Różnica pomiędzy nimi polega jednak na tym, że w tych gorszych spędzi na rękach 24 a nie 20 godzin :)

Jednak z tego wszystkiego najbardziej boli mnie stwierdzenie "jak nauczyłaś, tak masz". Pewna bardzo bliska mi osoba, po spędzonym u nas dniu skomentowała zachowanie Maksia właśnie stwierdzeniem, że to moja wina. To moja wina, bo przyzwyczaiłam mojego synka do noszenia. Bo reaguję na każdy jego płacz. Bo nie zostawiam go w łóżeczku do wypłakania. Bo spełniam jego potrzeby, a on przecież na pewno wymusza. I tu z całą stanowczością i pełnym przekonaniem nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niemowlęcia nie można przyzwyczaić do noszenia, bo ono rodzi się do noszenia przyzwyczajone! Bo cóż innego robi kobieta przez cały okres ciąży jeśli nie nosi swojego dziecka? Niemowlęcia nie można przyzwyczaić do kołysania z tego samego powodu! Niemowlę nie potrafi wymuszać! Jego płacz oznacza niezaspokojoną potrzebę, nie wyrafinowany sposób na wyegzekwowanie zachcianki! Jeśli niemowlę posiada niezaspokojoną potrzebę odczuwa to niemalże jako ból, więc metoda pozostawienia do wypłakiwania jest według mnie nie tylko nieskuteczna ale przede wszystkim jest barbarzyństwem. Nawet jeśli ceną zaspokojenia potrzeb małego człowieka jest mój sen czy ból pleców to jest dla mnie tylko jeden słuszny wybór.

Co może więc zrobić mama bardziej wymagającego malucha? Może.....zaakceptować temperament i charakter swojego dziecka. Tylko tyle i aż tyle. Mi akceptacja pomogła w uspokojeniu siebie, w zaprzestaniu obwiniania siebie o wygląd mojej codzienności i poukładanie jej na nowo bazując na stanie zastanym. Nie walczę już z moim synem, a raczej z nim współgram. Zdołaliśmy się już poznać na tyle, że jestem w stanie przewidzieć jego zachowanie w danej sytuacji, chociaż zdarza mu się mnie zaskoczyć :)

I wiecie co? Mój wymagający syn powoduje, że inaczej patrzę na świat. Zaczęłam cieszyć się z drobnych rzeczy, ze spaceru bez płaczu, z zakupu chleba bez histerii w sklepie, z chwili ciszy :) I chociaż nadal czasem zakłuje kiedy patrzę na mniej wymagające maluchy to jednak polubiłam nieco to moje macierzyństwo z przeszkodami :)

Tusiakowa mama

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobiwych.

Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger