wtorek, 2 stycznia 2018

Dobra matka kicha tęczą.


Pamiętasz dobrze ten dzień. Każdy szczegół. Zostałaś mamą. Wydałaś na świat małego, bezbronnego człowieka. Ta maleńka istotka, która dotąd była częścią ciebie stała się osobnym istnieniem.

Od tej chwili wiele się zmienia w twoim życiu. Wiesz o tym. Wiesz, że teraz twoje życie będzie wyglądać trochę inaczej. Przecież przez ostatnie kilka miesięcy przeczytałaś tyle poradników, magazynów i broszur, że wiesz wszystko. Przeczytałaś co należy robić, jak kąpać, przewijać. Jak podnosić, przytulać, karmić, usypiać. Wiesz co to są kolki i jak ulżyć dziecku jeśli się pojawią.  Obejrzałaś już te wszystkie obrazki z różowymi bobasami i uśmiechniętymi mamami w białych koszulach.

Chodząc do szkoły rodzenia chłonęłaś przekazywaną ci wiedzę. O budowaniu więzi, zaletach karmienia piersią, o możliwej huśtawce nastrojów w czasie połogu. Mówiono ci, że mogą wystąpić trudności ale nikt nie wspomniał o ich skali.

Dostałaś też tyle "dobrych" rad. Każdy zalecał abyś spała podczas drzemek dziecka, a najlepiej wyspała się na zapas podczas ciąży. Bardziej doświadczone kobiety raczyły cię opowieściami o tym jak należy zajmować się niemowlakiem. Jak to było za ich czasów, bo teraz to się wszystkim w głowach poprzewracało.

I ty już wszystko wiesz....a jednak siedzisz teraz, z tym swoim maleńkim szczęściem na rękach i łzy spływają ci po policzkach. Płaczesz....nie, ty ryczysz. Ryczysz tak, że trudno ci normalnie oddychać. Ryczysz tak, że nos wycierasz potrójnym zestawem chusteczek bo jedna już nie daje rady. Płaczesz bo już którąś noc z kolei nie zmrużyłaś oka tuląc małego człowieka, który nie ma zamiaru spać. A ty czujesz, że z powodu tego braku snu nie masz już siły zmierzyć się z kolejnym dniem. Czujesz niemalże fizyczny ból kiedy patrzysz na wschód słońca. Patrzysz na to dziecko, które urodziłaś i zastanawiasz się czy je kochasz. Zastanawiasz się gdzie jest ten różowy bobas z reklamy, którego miałaś przywieźć do domu. Zastanawiasz się co jest z Tobą nie tak, skoro nie czujesz tej całej magicznej więzi, nie masz motylków w brzuchu chociaż jeszcze kilka dni czy tygodni temu wydawało ci się, że miłość zaleje cię wielką falą w chwili kiedy odpłyną wody płodowe. Nagle okazuje się, że cała twoja wiedzą, którą zdobyłaś uleciała i ogarnia cię przerażenie. Przerażenie, że nie dajesz sobie rady, że to za dużo, że cię to przerasta.

Albo kiedy kolejny dzień spędzasz sama z tym czerwono-sinym człowiekiem bo twój mąż/partner musiał wrócić do pracy. A ty nie chcesz prosić nikogo o pomoc, bo przecież powinnaś dawać sobie radę. Zośka opowiadała ci, że dawała sobie radę sama z trójką, że to tylko kwestia dobrej organizacji. Skoro więc tobie jest ciężko to znaczy tylko, że nie dość dobrze się zorganizowałaś.

I każda kobieta, którą pytasz o trudności macierzyństwa odpowiada ci, że są jakieś ale to szybko mija, że dają sobie świetnie radę i w ogóle to przesadzasz. A w ogóle to kto to słyszał tak ciągle biegać na każde zawołanie malucha. Przecież to dziecko, musisz mu pokazać kto tu rządzi i nie możesz dać sobie wejść na głowę.

Z każdą kolejną taka rozmową czujesz się coraz gorzej. W głowie słyszysz tylko głosy mówiące o tym, że jesteś złą matką, tą złą matką, która sobie nie radzi.

A matka nie może sobie nie radzić. Matka musi być szczęśliwa, uśmiechnięta, pachnąca dziecięcą oliwką a nie ulanym mlekiem. Matka musi opowiadać wszystkim dookoła jak to jest cudownie od kiedy w jej życiu pojawiło się dziecko, jak bardzo je kocha. Jak to już na porodówce niebiosa się otworzyły i zalała ją fala miłości tak wielka jakiej sobie nie wyobrażała. I że ten szew to wcale nie boli, że już myśli o ćwiczeniach żeby szybko wrócić do formy. Tylko wtedy zostanie uznana za dobrą. Tylko wtedy zyska aprobatę innych matek, ich życzliwe spojrzenie i wsparcie.

Bo dobra matka kicha tęczą i nigdy się nie skarży. Dobra matka nie opowiada o swoich problemach. Dobra matka głośno mówi tylko o sukcesach, tych lepszych chwilach. Tak żeby nikt jej niczego nie zarzucił. Żeby nie było nawet cienia wątpliwości, że jej macierzyństwo jest udane i szczęśliwe. Dobra matka płacze w samotności, w poduszkę tak by nikt nie słyszał i nie mógł jej ocenić.

Ja nie chcę być taką dobrą matką....chcę być matką prawdziwą. Taką, która przyzna, że płakała codziennie po porodzie kiedy tylko drzwi za mężem się zamykały. Taką, która na początku macierzyństwa miała wątpliwości co do swojej decyzji o posiadaniu potomstwa. Taką, która miała momenty kiedy zastanawiała się, czy nie wyjść rano z domu i wrócić wieczorem. Taką, która czuła, że nie daje rady.

Mnie też otaczały "dobre matki" przy których czułam się gorsza, wybrakowana lub niegodna tego miana. Ja też słyszałam tylko o blaskach macierzyństwa, o zalewającej fali miłości, o tym co muszę. Ja też wierzyłam, że wszystko zależy od mojego dobrego zorganizowania. Ja też będąc w ciąży nie słyszałam nic oprócz rad dotyczących tego co "muszę" i ironicznego "urodzisz, to zobaczysz".

Jeśli i ty jesteś tą złą matką nie martw się. Podajmy sobie dłonie i wspierajmy się nawzajem. Nie ukrywajmy tego, że macierzyństwo nie zawsze jest różowe, choćbyśmy nie wiem jak się starały. Bądźmy dla siebie bardziej wyrozumiałe, bez oceniania i krytyki. Każda z nas ma jeden cel- wychować nasze dzieci najlepiej jak potrafi. I żadna z nas nie posiada 100% pewności, że jej metoda jest jedyną słuszną.

Bo każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego dziecka. Każda nas dla swojego dziecka jest najdzielniejsza, najmądrzejsza i najlepiej zorganizowana. Każda.

Nawet jeśli tęczą nie kicha.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobiwych.

Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger