wtorek, 30 stycznia 2018

Kolejne urodziny= kolejny rok możliwości.

Kolejne urodziny= kolejny rok możliwości.

Wczoraj skończyłam 32 lata i...cieszę się z tego. Nie zamierzam ukrywać mojego wieku, a na pytanie o niego spłonąć rumieńcem. Nie liczę "lat doświadczenia" przypadających po skończeniu 18 wiosen, ani stawek VAT od skończenia pełnoletności. Nie wstydzę się swojego wieku chociaż nie zawsze tak było.

Wiele razy słyszałam, że życie zaczyna się po trzydziestce. Uśmiechałam się wówczas ukradkiem rozmyślając o naiwności osoby głoszącej ten pogląd. Ja dwudziestoletnia kobieta, wkraczająca w dorosły świat sądziłam, że tylko młodość zasługuje na zainteresowanie. Uważałam, że tylko młody człowiek może zmieniać świat, ma nieograniczone możliwości oraz musi dokonać dobrych wyborów skutkujących na przyszłość. Musi tak zaprojektować swoje przyszłe życie, żeby niczego nie zmieniać ani nie żałować. Bo później to już koniec, zaklepane. Raz dokonane wybory są nieodwołalne i niepodważalne.

Z czasem na szczęście mój światopogląd uległ zmianie. Teraz wiem, że w każdym momencie, niezależnie od wieku możemy zacząć od nowa. Może próbować znaleźć swoją drogę tyle razy, na ile starczy mu sił. Może ponosić porażki, odnosić sukcesy, testować, próbować i zmieniać tyle razy na ile ma ochotę. Posiada tyle możliwości, na ile sobie pozwoli. Może ryzykować tyle razy na ile starczy mu odwagi i pomysłów na własne życie.

Mam 32 lata. Jestem mamą dwójki dzieci. Żoną jednego męża. Kobietą, która na nowo układa swoją rzeczywistość. Mam głowę pełną pomysłów, wizji i koncepcji. Mam w sobie zapał by spróbować od nowa określić swoją osobę. Znaleźć swoje miejsce w świecie.

Mam 32 lata. Jestem mamą dwójki dzieci. Żoną jednego męża. Posiadam ostoję w mojej rodzinie. Zdobyłam trochę doświadczenia, dzięki któremu bardziej doceniam mądrość życiową innych osób. Posiadam w sobie więcej pokory bo wiem, że wiele sytuacji może mnie zaskoczyć.

Mam 32 lata ani dużo, ani mało. Polubiłam samą siebie. Jestem w takim momencie mojego życia kiedy chcę być sobą. Nie chcę ani nikogo udawać, ani nikomu się przypodobać. Chcę być sobą, choć zależy mi na ciągłym rozwijaniu się.

Mam 32 lata. Lubię moje tu i teraz.

Mam 32 lata. Przede mną kolejny rok możliwości. Zamierzam go dobrze wykorzystać :)

piątek, 19 stycznia 2018

Orzechowe muffiny z kawą inką.

Orzechowe muffiny z kawą inką.

Dziś chciałam się z Wami podzielić przepisem na pyszne i bardzo proste muffiny. Idealne do weekendowej kawy :)
Muffiny są z dodatkiem orzechów (ja wykorzystałam pozostałe po świętach orzechy włoskie), a swój karmelowy posmak zawdzięczają dodatkowi kawy inki.

Przepis (na 12 babeczek):

składniki suche
- 300g mąki pełnoziarnistej
- 100 g cukru
- 150g posiekanych orzechów (dobrze je wcześniej podprażyć na patelni)
- szczypta soli
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżeczki kawy inki

składniki mokre
-200 ml mleka (można użyć jogurtu, maślanki itp)
- 100-120 ml oleju (lub rozpuszczonego masła)
- 2 jajka

Składniki suche wsypujemy do miski i mieszamy ze sobą. Składniki mokre mieszamy ze sobą w osobnym naczyniu i wlewamy do suchych. Mieszamy jak najkrócej, tylko do połączenia się składników. Następnie napełniamy papilotki do 3/4 wysokości i pieczemy 25 min w temperaturze 180 stopni Celsjusza.


Smacznego :)

wtorek, 16 stycznia 2018

Jak nauczyłaś tak masz!- czyli jak być mamą wymagającego dziecka.

Jak nauczyłaś tak masz!- czyli jak być mamą wymagającego dziecka.


Idziesz ulicą prowadząc przed sobą wózek. Rozglądasz się dookoła obserwując okolicę i widzisz ją. Widzisz inną mamę, która podobnie jak ty wyszła na spacer ze swoim dzieckiem. Nie, jednak jest między wami pewna różnica. W jej wózku śpi spokojnie maluszek, podczas gdy z twojego dobiega serenada płaczów, krzyków i innych podobnych dźwięków. I zastanawiasz się dlaczego twój maluch tak reaguje? Sprawdzałaś już czy mu nie za ciepło/zimno, pieluszkę, nakarmiłaś jakieś 5 minut temu. Przyspieszasz więc kroku i udając żywego szumisia kierujesz się w stronę domu. Twój 10 minutowy spacer dobiegł właśnie końca.

Znacie termin "high need baby"? Na pewno, co najmniej raz spotkaliście się z tym określeniem. Oznacza on dziecko o większych potrzebach niż "standardowy" niemowlak. Dzieci takie najczęściej wykazują zwiększoną potrzebę bliskości, najlepiej czują się w ramionach mamy i/lub taty, mają dużą potrzebę ssania, raczej płytki sen i są nieodkładalne. Dzieci te są bardziej wrażliwe na bodźce, które funduje im świat po drugiej stronie brzucha- nie lubią jasnego światła lub głośnych dźwięków okazując to płaczem. Czasem taka zwiększona wrażliwość może sugerować problem związany z zaburzeniami integracji sensorycznej (SI) ale nie musi. Czasem po prostu kolokwialnie mówiąc ten typ tak ma.

Okazało się, że Maksio jest maluchem bardziej wymagającym, a przez to bardziej absorbującym całą rodzinę. Choć większość jego potrzeb mogę zaspokoić tylko ja.

Wiele razy w czasie tego mojego 6-cio miesięcznego podwójnego macierzyństwa zastanawiałam się: gdzie popełniłam błąd? Dlaczego mój synek śpi w ciągu dnia tylko na rękach, przy piersi? Dlaczego mam wrażenie, że jego płacz rozpoczyna się rano a kończy wieczorem kiedy zasypia aby za godzinę obudzić się z kolejnym płaczem? Czy ja jestem dobrą mamą, skoro on tak bardzo płacze? A może jest głodny- mimo, że waga raczej sugeruje coś zupełnie odwrotnego? A może go coś boli? Może, może, może.....mnogość zadawanych sobie pytań wypełniała mi głowę, tworząc coraz to nowy niepokój. Układałam w myślach najróżniejsze scenariusze podczas godzinnych spacerów z kuchni do pokoju z niemowlakiem na rękach.

Ale wiecie co było dla mnie dotąd najtrudniejsze? Nie moje obawy, nie moje obowiązki względem moich dzieci, nie brak snu (choć ten nadal boleśnie odczuwam) ale sugestie i komentarze osób trzecich.

Najbliższa rodzina na początku sugerowała problemy z karmieniem, ponieważ dla większości ludzi płaczący niemowlak to głodny niemowlak. Koniec. A skoro Maksio płakał bardzo dużo to oznaczało to, że jest głodny. A skoro oznaczało, że głodny to znaczy, że mama czyli ja nie potrafi go nakarmić. Konkluzja zawsze prowadziła do rady: podaj butelkę, przecież go głodzisz. Wniosek ten, umacniał również fakt, że Maksio 90% dnia spędzał przy piersi- jedząc, śpiąc, uspokajając się. O dziwo większość tych rewelacji wypływała od osób, które albo nie karmiły piersią albo karmiły bardzo krótko (podejrzewam, że również po wysłuchaniu podobnych rad).

Kolejną grupą były osoby, które spotykały nas sporadycznie, najczęściej poza domem, w miejscu pełnym nowych bodźców. Maksio w takich miejscach jest tak bardzo zainteresowany nowym otoczeniem, że skupia całą swoją uwagę na poznawaniu i odbieraniu wszelkich bodźców- mniej płacze i najczęściej jest cichym obserwatorem chłonącym świat z poziomu ramion moich lub Tusiakowego Taty. Niestety po powrocie do domu, a najczęściej już podczas drogi powrotnej nie jest już tak różowo. Pod wpływem nadmiaru bodźców oraz zmęczenia mamy do czynienia ze zwiększoną reakcją na wcześniejszą sytuację. Tylko to odreagowywanie widzimy i słyszymy już tylko my w zaciszu własnego domu (nie licząc oczywiście sąsiadów). Obserwując więc naszego synka w nowym otoczeniu można dojść do wniosku (jak to niejednokrotnie usłyszałam), że to "anioł nie dziecko". W takich momentach pomimo mojej sympatii do danej osoby odczuwam jednak ukłucie. Bo skoro Maks jest taki grzeczny, to ja sobie coś ubzdurałam z tymi trudnościami, nie mam co narzekać, a jeśli narzekam to znaczy że coś ze mną jest nie tak.

Maksio jak każdy człowiek ma lepsze i gorsze dni. Różnica pomiędzy nimi polega jednak na tym, że w tych gorszych spędzi na rękach 24 a nie 20 godzin :)

Jednak z tego wszystkiego najbardziej boli mnie stwierdzenie "jak nauczyłaś, tak masz". Pewna bardzo bliska mi osoba, po spędzonym u nas dniu skomentowała zachowanie Maksia właśnie stwierdzeniem, że to moja wina. To moja wina, bo przyzwyczaiłam mojego synka do noszenia. Bo reaguję na każdy jego płacz. Bo nie zostawiam go w łóżeczku do wypłakania. Bo spełniam jego potrzeby, a on przecież na pewno wymusza. I tu z całą stanowczością i pełnym przekonaniem nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niemowlęcia nie można przyzwyczaić do noszenia, bo ono rodzi się do noszenia przyzwyczajone! Bo cóż innego robi kobieta przez cały okres ciąży jeśli nie nosi swojego dziecka? Niemowlęcia nie można przyzwyczaić do kołysania z tego samego powodu! Niemowlę nie potrafi wymuszać! Jego płacz oznacza niezaspokojoną potrzebę, nie wyrafinowany sposób na wyegzekwowanie zachcianki! Jeśli niemowlę posiada niezaspokojoną potrzebę odczuwa to niemalże jako ból, więc metoda pozostawienia do wypłakiwania jest według mnie nie tylko nieskuteczna ale przede wszystkim jest barbarzyństwem. Nawet jeśli ceną zaspokojenia potrzeb małego człowieka jest mój sen czy ból pleców to jest dla mnie tylko jeden słuszny wybór.

Co może więc zrobić mama bardziej wymagającego malucha? Może.....zaakceptować temperament i charakter swojego dziecka. Tylko tyle i aż tyle. Mi akceptacja pomogła w uspokojeniu siebie, w zaprzestaniu obwiniania siebie o wygląd mojej codzienności i poukładanie jej na nowo bazując na stanie zastanym. Nie walczę już z moim synem, a raczej z nim współgram. Zdołaliśmy się już poznać na tyle, że jestem w stanie przewidzieć jego zachowanie w danej sytuacji, chociaż zdarza mu się mnie zaskoczyć :)

I wiecie co? Mój wymagający syn powoduje, że inaczej patrzę na świat. Zaczęłam cieszyć się z drobnych rzeczy, ze spaceru bez płaczu, z zakupu chleba bez histerii w sklepie, z chwili ciszy :) I chociaż nadal czasem zakłuje kiedy patrzę na mniej wymagające maluchy to jednak polubiłam nieco to moje macierzyństwo z przeszkodami :)

Tusiakowa mama

piątek, 12 stycznia 2018

Olej z czarnuszki, syrop z cebuli i syrop z buraka- czyli domowe sposoby na przeziębienie #2

Olej z czarnuszki, syrop z cebuli i syrop z buraka- czyli domowe sposoby na przeziębienie #2

W zeszłym tygodniu opisałam Wam jakie przyprawy towarzyszą nam w walce z wirusami w okresie przeziębieniowym. Dziś skupię się na płynach- oleju z czarnuszki i dwóch syropach, które stosujemy.

1. Olej z czarnuszki.

Olej ten wykazuje działanie aktywizujące układ immunologiczny, hamuje reakcje autoagresywne organizmu (polecany przez to alergikom), działa przeciwzapalnie i przeciwgrzybiczo. Zawiera on również w swoim składzie kwasy tłuszczowe z grupy omega-6 i omega-9.
Olej ten pije się w ilości jednej łyżki stołowej dziennie. Niestety moim zdaniem nie należy do najsmaczniejszych- charakteryzuje się ostro-gorzkim smakiem. Mimo tego jednak Tusia jest w stanie go wypić. Moim zdaniem picie oleju z czarnuszki można nieco porównać do picia tranu, który również do smacznych nie należy.
Przy zakupie oleju z czarnuszki należy zwrócić uwagę czy butelka jest przechowywana w warunkach chłodniczych. W domu również olej ten trzymamy w lodówce.

2. Syrop z cebuli.

Nasz niekwestionowany klasyk. Jest niezawodny i niejednokrotnie wyciągnął mnie czy Natalię z różnego rodzaju infekcji górnych dróg oddechowych. Dodatkowo do słoika dorzucam jeszcze 1-2 ząbki czosnku co zwiększa jego działanie antybakteryjne.

Aby przygotować syrop z cebuli potrzebujesz:
- 1 cebulę
- 1-2 ząbki czosnku (opcjonalnie)
- 4-5 łyżeczek cukru
- kilka łyżeczek miodu (opcjonalnie)

Cebulę i czosnek kroimy drobno. Układamy składniki w słoiku warstwowo: warstwa cebuli, cukru, miodu, znów cebuli i tak do wyczerpania składników. Odstawiamy w ciepłe miejsce (na kaloryfer lub do miseczki z ciepłą wodą-nie wrzącą jeśli dodaliśmy miód) do momentu aż cebula puści sok. Później przechowujemy w lodówce 3-4 dni. Pijemy łyżkę stołową dziennie, w cięższych przypadkach dwa razy dziennie.

3. Syrop z buraka ćwikłowego,

Wykazuje działanie przeciwkaszlowe, oczyszcza górne drogi oddechowe i ułatwia odkrztuszanie. Wspomaga również odporność organizmu.

Do jego przygotowania potrzebujesz:
- buraka ćwkłowego
- cukier lub miód

W buraku należy wyciąć otwór tak aby nie przebić się na wylot. Do wyciętej dziury dodajemy łyżeczkę cukru lub miodu i odstawiamy w ciepłe miejsce. Kiedy uzyskamy z warzywa sok, możemy pić syrop na bieżąco (1-3 razy dziennie łyżkę stołową) lub zlewać do pojemnika i przechowywać w lodówce. Burak przygotowany w ten sposób będzie oddawał sok 2-3 dni.
Syrop z buraka jest najsmaczniejszą z dzisiejszych propozycji- sądzę, że nie będzie problemu z namówieniem na niego dzieci :)

Dajcie znać czy skorzystaliście z którego z przepisu. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoimi doświadczeniami.

Życzę Wam oczywiście dużo zdrowia.
:*
Tusiakowa mama

wtorek, 9 stycznia 2018

Moje dziecko może płakać.

Moje dziecko może płakać.


Kiedy byłam małą dziewczynką często słyszałam "nie maż się", "takie duże dziewczynki nie płaczą" lub "to nie był powód do płaczu". Założę się, że wielu z Was również słyszała te lub podobne zdania, wypowiadane najczęściej przez najbliższych. Nie twierdzę, że ich zamiary były złe, zapewne chcieli dla Was jak najlepiej ale czy właśnie taki skutek odnosili? Czy po usłyszeniu takiego stwierdzenia poczuliście się lepiej? No właśnie.

Najczęściej w takiej sytuacji czułam się nierozumiana. Nierozumiana przez najbliższe mi osoby. Przez osoby, które kocham i których zdanie, i opinia, mają dla mnie ogromne znaczenie. Nawet, jeśli temu starałam się zaprzeczyć. A skoro te osoby twierdziły, że mój problem czy zmartwienie nie jest istotne, nie jest powodem do smutku, płaczu, to zapewne miały rację. Tylko jakaś część mnie, gdzieś w środku zaczynała się buntować przeciw takiemu osądowi. Jakaś część krzyczała w głębi, że to nieprawda. Krzyczała, że moje uczucia są ważne mimo tego jak postrzegają je inni. Pojawiała się również jeszcze jedna myśl. Skoro bowiem otoczenie bagatelizuje uczucia, które uważałam za istotne to może coś ze mną jest nie tak?

Czy te sytuacje przyczyniły się do obniżenia mojej samooceny? Nie wiem. Podejrzewam jednak, że nie pozostały temu obojętne.

Mam świadomość w jakiej rzeczywistości żyjemy. Mam świadomość, że świat dookoła daleki jest od idylli. Nasze życie często przypomina wyścig, w którym wygra silniejszy, szybszy, sprytniejszy. Mało jest tutaj miejsca na okazywanie uczuć. Często wręcz mam wrażenie, że oczekuje się od ludzi wyzbycia się uczuciowości na rzecz osiągnięcia zamierzonych celów.

Wiele razy słyszałam, że posiadając miękkie serce należy mieć twardą inną część ciała.

Teraz jednak będąc mamą równie uczuciowej dziewczynki staram się wsłuchiwać się w jej uczucia. Staram się poznać lepiej jej system wartości, taki jeszcze niewinny, niezdeformowany przez teraźniejszość. Pragnę być dla niej ostoją, osobą do której ucieknie po radę, kiedy pojawi się problem. Osobą co do której będzie miała pewność, że nie zbagatelizuje jej uczuć, zbywając krzywdzącym stwierdzeniem o dużych dziewczynkach. Nie zawsze jest to łatwe, często nasze zabieganie i brak czasu utrudniają skupienie się na każdym problemie. Warto jednak walczyć o ten czas. W końcu chodzi o jedną z najważniejszych dla mnie osób.

Moim celem jest pokazanie moim dzieciom, że są wartościowymi osobami, które mogą ufać swoim uczuciom i osądom. Pokazanie, że nie muszą podążać za tłumem, nawet jeśli ich wybory nie będą popularne. Chcę, żeby zawsze wiedzieli, że mają mnie.

Pragnę aby wierzyli w siebie.

Dlatego moje dzieci mogą płakać.


:*
Tusiakowa mama

piątek, 5 stycznia 2018

Kurkuma, majeranek i kardamon- czyli domowe sposoby na przeziębienie #1

Kurkuma, majeranek i kardamon- czyli domowe sposoby na przeziębienie #1

Uff. Udało się. Ogarnęłaś się po świętach. Wszystkie resztki świątecznych potraw wyjedzone, chociaż nikt już nie mógł patrzeć na rybę po grecku. Trudno, nie daliście się jej zmarnować.Nie po to tyle nastałaś się nad kuchenką żeby teraz miała wylądować w śmieciach. Po za tym hello, nie należy marnować jedzenia. Stanęliście więc na wysokości zadania i lodówka pięknie błyszczy czystością.

Dekoracje sylwestrowe też już pościągałaś. Nawet udało ci się już wyczesać resztki brokatu z włosów, pomimo smutnej miny córki. Czas wracać do codzienności po tym całym świętowaniu.

Czas wziąć się w garść i  zmierzyć się z tym nowym rokiem. Postanowienia noworoczne spisane. Już wiesz, że teraz to koniecznie stawiasz na siebie. Zdrowy tryb życia, oczywiście dieta, którą zaczynasz, jak zwykle, od poniedziałku. Do tego zaczniesz ćwiczyć z Chodakowską. Minimum trzy razy w tygodniu. Oprócz tego bieganie. Musi być konkretnie, żeby nikt nie miał wątpliwości. Ten rok będzie należał do ciebie. O rozwój też zadbasz, a jakże. Zapisałaś się już na kurs angielskiego, przyniosłaś tuzin książek z biblioteki i teraz koniecznie będziesz się rozwijać.

I wszystko to jest dobre, twoje plany są fantastyczne. Trochę się wprawdzie nimi zachłysnęłaś ale wiem, że za tydzień kiedy już ochłoniesz, przemyślisz je raz jeszcze. Ułożysz na nowo plan uwzględniając w nim również możliwe utrudnienia i w rozsądny sposób podejdziesz do realizacji powziętych postanowień.

Zrobisz to przypuszczam z jeszcze jednego powodu. Przeanalizujesz swój harmonogram dnia, ponieważ kolejny raz przyjdzie ci zmierzyć się ze zwyczajną codziennością. Kolejny raz tej zimy usłyszysz ten dźwięk. Znasz go i wiesz co on oznacza. Ten dźwięk, który dochodzi z dziecięcego pokoju. I już wiesz, że kolejne dni spędzisz na kurowaniu swojego przeziębionego dziecka. Dziecka, które jest na tyle chore, że nie poślesz go do przedszkola ale na tyle zdrowe, że uziemione w domu będzie się zwyczajnie nudzić. Wiesz też, że walkę z jego złym samopoczuciem musisz rozpocząć od razu bo jeśli nie to już za kilka dni niewinne kaszlnięcie czy kichnięcie twojego dziecka zmieni się w regularną chorobę. Chorobę, która potrwa nie kilka dni, a przynajmniej dwa tygodnie. Nie ma więc co zwlekać, czas działać.

W naszym domu tej jesieni i zimy jak dotąd mieliśmy tylko raz poważniejszą chorobę. Oprócz przebytej przez Tusię anginy towarzyszyły nam właśnie takie kilkudniowe stany przeziębieniowe objawiające się katarem, ewentualnie kaszlem i ogólnym rozbiciem. Takie stany, które na pewno zna każda mama. Kiedy za wcześnie jeszcze na wizytę u lekarza, szczególnie w okresach w których wizyta w przychodni może skutkować złapaniem czegoś większego od innych chorych. Nie można jednak ich bagatelizować i należy niezwłocznie rozpocząć kurację. Jaką? Każda mama ma kilka swoich sprawdzonych sposobów. U nas królują te naturalne, które pobudzają układ odpornościowy do działania. Przedstawię wam dziś kilku moich sprzymierzeńców w walce z zarazkami.

1. Kurkuma.
Przyprawa znana nam z kuchni indyjskiej. Jednak właściwości kurkumy znane były również w starożytnych Chinach. Kurkumę najczęściej możemy spotkać w Polsce w postaci proszku jednak czasami możliwy jest zakup również świeżego korzenia Curcuma longa.

U nas w domu ze sproszkowanej kurkumy, miodu (często wykorzystuję tutaj miód z dodatkiem propolisu) przygotowuję napój znany jako "złote mleko".

Do przygotowania tego rozgrzewającego napoju potrzebujesz:
- szklankę mleka krowiego (ale raczej nie UHT), koziego lub roślinnego
- 1-2 łyżeczki miodu
- łyżeczkę pasty z kurkumy (sproszkowaną kurkumę mieszamy z wodą w ilości potrzebnej do uzyskania konsystencji pasty- mieszaninę podgrzewany na małym ogniu nie doprowadzając do wrzenia. Przygotowujemy oczywiście większą ilość pasty, którą następnie przechowujemy w lodówce.)
- ewentualnie szczypta imbiru, cynamonu

Podgrzane mleko do około 50 st.C (powyżej tej temperatury miód traci część swoich właściwości) mieszamy z pastą z kurkumy, miodem i ewentualnie pozostałymi przyprawami. Ja dodatkowo podczas podgrzewania mleka wrzucam do niego rozgnieciony ząbek czosnku ale nie jest to konieczne. Tak przygotowany napój wypijamy na ciepło, dwa razy dziennie. Wykazuje on właściwości antybakteryjne i rozgrzewające.

2. Majeranek.
Zioło, które chyba zna każdy. Majeranek nie tylko wspomaga trawienie ale jest także niezastąpiony podczas kataru. W aptece możemy dostać maść majerankową, którą stosujemy smarując zewnętrzne okolice dziurek od nosa. Z zatkanym nosem możemy walczyć stosując również inhalacje z majeranku zalanego wrzątkiem lub pić herbatkę majerankową z miodem.

Do przygotowania herbatki majerankowej potrzebujesz:

- 2-3 łyżeczki majeranku otartego
- szklanka wrzątku
- 1-2 łyżeczki miodu

Majeranek zalewamy wrzątkiem (najlepiej użyć do tego zaparzacza, szczególnie jeśli nie przepadamy za fusami), następnie po lekkim ostygnięciu osładzamy napar miodem. Pijemy 3 razy dziennie.

3. Kardamon.
Kardamon pomaga w walce z kaszlem. Olejek kardamonowy wykorzystywany do inhalacji pomaga w zwalczaniu uporczywego kaszlu. Oprócz olejku możemy wykorzystywać ziarna kardamonu lub mieloną postać przyprawy do sporządzenia kojącej kaszel herbaty. W tym celu do czarnej herbaty (lub roibos w przypadku małych dzieci) wrzucamy 2-3 zmiażdżone ziarna kardamonu lub szczyptę sproszkowanej przyprawy. Pijemy 2-3 razy dziennie.
Osobiście bardzo lubię kawę z dodatkiem kardamonu. Polecam, ma niezwykły aromat.


To tylko kilka z naszych naturalnych pomocników w zwalczaniu przeziębienia. Za tydzień przedstawię Wam kolejną trójkę.

Tym czasem życzę dużo zdrowia :*
Tusiakowa mama.




wtorek, 2 stycznia 2018

Dobra matka kicha tęczą.

Dobra matka kicha tęczą.

Pamiętasz dobrze ten dzień. Każdy szczegół. Zostałaś mamą. Wydałaś na świat małego, bezbronnego człowieka. Ta maleńka istotka, która dotąd była częścią ciebie stała się osobnym istnieniem.

Od tej chwili wiele się zmienia w twoim życiu. Wiesz o tym. Wiesz, że teraz twoje życie będzie wyglądać trochę inaczej. Przecież przez ostatnie kilka miesięcy przeczytałaś tyle poradników, magazynów i broszur, że wiesz wszystko. Przeczytałaś co należy robić, jak kąpać, przewijać. Jak podnosić, przytulać, karmić, usypiać. Wiesz co to są kolki i jak ulżyć dziecku jeśli się pojawią.  Obejrzałaś już te wszystkie obrazki z różowymi bobasami i uśmiechniętymi mamami w białych koszulach.

Chodząc do szkoły rodzenia chłonęłaś przekazywaną ci wiedzę. O budowaniu więzi, zaletach karmienia piersią, o możliwej huśtawce nastrojów w czasie połogu. Mówiono ci, że mogą wystąpić trudności ale nikt nie wspomniał o ich skali.

Dostałaś też tyle "dobrych" rad. Każdy zalecał abyś spała podczas drzemek dziecka, a najlepiej wyspała się na zapas podczas ciąży. Bardziej doświadczone kobiety raczyły cię opowieściami o tym jak należy zajmować się niemowlakiem. Jak to było za ich czasów, bo teraz to się wszystkim w głowach poprzewracało.

I ty już wszystko wiesz....a jednak siedzisz teraz, z tym swoim maleńkim szczęściem na rękach i łzy spływają ci po policzkach. Płaczesz....nie, ty ryczysz. Ryczysz tak, że trudno ci normalnie oddychać. Ryczysz tak, że nos wycierasz potrójnym zestawem chusteczek bo jedna już nie daje rady. Płaczesz bo już którąś noc z kolei nie zmrużyłaś oka tuląc małego człowieka, który nie ma zamiaru spać. A ty czujesz, że z powodu tego braku snu nie masz już siły zmierzyć się z kolejnym dniem. Czujesz niemalże fizyczny ból kiedy patrzysz na wschód słońca. Patrzysz na to dziecko, które urodziłaś i zastanawiasz się czy je kochasz. Zastanawiasz się gdzie jest ten różowy bobas z reklamy, którego miałaś przywieźć do domu. Zastanawiasz się co jest z Tobą nie tak, skoro nie czujesz tej całej magicznej więzi, nie masz motylków w brzuchu chociaż jeszcze kilka dni czy tygodni temu wydawało ci się, że miłość zaleje cię wielką falą w chwili kiedy odpłyną wody płodowe. Nagle okazuje się, że cała twoja wiedzą, którą zdobyłaś uleciała i ogarnia cię przerażenie. Przerażenie, że nie dajesz sobie rady, że to za dużo, że cię to przerasta.

Albo kiedy kolejny dzień spędzasz sama z tym czerwono-sinym człowiekiem bo twój mąż/partner musiał wrócić do pracy. A ty nie chcesz prosić nikogo o pomoc, bo przecież powinnaś dawać sobie radę. Zośka opowiadała ci, że dawała sobie radę sama z trójką, że to tylko kwestia dobrej organizacji. Skoro więc tobie jest ciężko to znaczy tylko, że nie dość dobrze się zorganizowałaś.

I każda kobieta, którą pytasz o trudności macierzyństwa odpowiada ci, że są jakieś ale to szybko mija, że dają sobie świetnie radę i w ogóle to przesadzasz. A w ogóle to kto to słyszał tak ciągle biegać na każde zawołanie malucha. Przecież to dziecko, musisz mu pokazać kto tu rządzi i nie możesz dać sobie wejść na głowę.

Z każdą kolejną taka rozmową czujesz się coraz gorzej. W głowie słyszysz tylko głosy mówiące o tym, że jesteś złą matką, tą złą matką, która sobie nie radzi.

A matka nie może sobie nie radzić. Matka musi być szczęśliwa, uśmiechnięta, pachnąca dziecięcą oliwką a nie ulanym mlekiem. Matka musi opowiadać wszystkim dookoła jak to jest cudownie od kiedy w jej życiu pojawiło się dziecko, jak bardzo je kocha. Jak to już na porodówce niebiosa się otworzyły i zalała ją fala miłości tak wielka jakiej sobie nie wyobrażała. I że ten szew to wcale nie boli, że już myśli o ćwiczeniach żeby szybko wrócić do formy. Tylko wtedy zostanie uznana za dobrą. Tylko wtedy zyska aprobatę innych matek, ich życzliwe spojrzenie i wsparcie.

Bo dobra matka kicha tęczą i nigdy się nie skarży. Dobra matka nie opowiada o swoich problemach. Dobra matka głośno mówi tylko o sukcesach, tych lepszych chwilach. Tak żeby nikt jej niczego nie zarzucił. Żeby nie było nawet cienia wątpliwości, że jej macierzyństwo jest udane i szczęśliwe. Dobra matka płacze w samotności, w poduszkę tak by nikt nie słyszał i nie mógł jej ocenić.

Ja nie chcę być taką dobrą matką....chcę być matką prawdziwą. Taką, która przyzna, że płakała codziennie po porodzie kiedy tylko drzwi za mężem się zamykały. Taką, która na początku macierzyństwa miała wątpliwości co do swojej decyzji o posiadaniu potomstwa. Taką, która miała momenty kiedy zastanawiała się, czy nie wyjść rano z domu i wrócić wieczorem. Taką, która czuła, że nie daje rady.

Mnie też otaczały "dobre matki" przy których czułam się gorsza, wybrakowana lub niegodna tego miana. Ja też słyszałam tylko o blaskach macierzyństwa, o zalewającej fali miłości, o tym co muszę. Ja też wierzyłam, że wszystko zależy od mojego dobrego zorganizowania. Ja też będąc w ciąży nie słyszałam nic oprócz rad dotyczących tego co "muszę" i ironicznego "urodzisz, to zobaczysz".

Jeśli i ty jesteś tą złą matką nie martw się. Podajmy sobie dłonie i wspierajmy się nawzajem. Nie ukrywajmy tego, że macierzyństwo nie zawsze jest różowe, choćbyśmy nie wiem jak się starały. Bądźmy dla siebie bardziej wyrozumiałe, bez oceniania i krytyki. Każda z nas ma jeden cel- wychować nasze dzieci najlepiej jak potrafi. I żadna z nas nie posiada 100% pewności, że jej metoda jest jedyną słuszną.

Bo każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego dziecka. Każda nas dla swojego dziecka jest najdzielniejsza, najmądrzejsza i najlepiej zorganizowana. Każda.

Nawet jeśli tęczą nie kicha.



Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger