czwartek, 31 sierpnia 2017

Trudne 6 tygodni, czyli jak przetrwać połóg.


Jesteśmy we czwórkę już 6 tygodni. Od ponad miesiąca na nowo tworzymy naszą rodzinę, powiększoną o nowego jej członka. Co się działo przez ten czas? Czy drugi połóg jest łatwiejszy? Czy miałam jakieś patenty ułatwiające mi te dni? I co z tym baby blues?

Po kolei.

Drugie macierzyństwo według mnie jest po części nieco łatwiejsze, między innymi ze względu na to, że wiadomo czego można się spodziewać. Tym razem nie czułam się rzucona na głęboką wodę, z noworodkiem który wcale tych z reklamy nie przypomina. Tym razem ten skądinąd trudny okres 6 pierwszych tygodni minął mi spokojniej, choć nie zawsze było łatwo.

Postaram się opisać Wam jak sobie poradziłam :)

1. Odpuściłam sama sobie.

To najtrudniejszy dla mnie ale kluczowy punkt. Kiedy wróciłam do domu z maleńką Tusią za punkt honoru postawiłam sobie udowodnienie wszystkim dookoła, że świetnie sobie radzę. Z gojącą się, ciągnącą raną po cesarskim cięciu nie odpuszczałam. Sprzątnięte mieszkanie, ciepły obiad codziennie i różowiutki, uśmiechnięty niemowlak to były moje cele. Cele realizowane za wszelką cenę byleby tylko nikt z mojego otoczenia nie miał najmniejszej nawet podstawy uznać, że sobie nie radzę. Bo to oznaczało, że jestem złą matką, że nie nadaję się do tej roli lub co gorsza szkodzę mojemu dziecku.

Tym razem odpuściłam trochę. Trochę bo jednak jest jeszcze Natalia, która również potrzebuje opieki. Jednakże teraz nie chcę nikomu niczego udowadniać. Nie zależy mi na pokazaniu jaka to jestem zaradna i zorganizowana bo i niemowlaka, i przedszkolaka, i dom- wszystko mam ogarnięte. Zdarzają się dni z obiadem w postaci kanapek (Tusia je obiady w przedszkolu więc tutaj jestem spokojna), z mieszkaniem wyglądającym jak po przejściu huraganu, z praniem wysypującym się kosza i mną w pidżamie do południa. I wiecie co? Nikt w ciągu tych dni nie ginie, nic się nie dzieje, a ja bez wyrzutów sumienia łatwiej zbieram się i skupiam się na opiece nad najmłodszym członkiem naszej rodziny.

2. Ustalam priorytety.

Planuję kolejny dzień pod względem zadań, które na mnie czekają. Skupiam się jednak na ustaleniu priorytetów czyli wybieram jedno, góra dwa zadania, które muszą być danego dnia zrobione. Reszta może poczekać :) U mnie priorytety są bardzo różne od wyjścia na zakupy do biedronki poprzez wizytę u lekarza czy zabawa z Tusią.

Dodatkowo zawsze w zanadrzu mam plan B, gdyż nigdy nie wiem kiedy coś pójdzie nie tak jak planowałam ;)

3. Mąż moim partnerem nie pomocnikiem.

To według mnie bardzo istotny punkt. Gdzieś, kiedyś przeczytałam zdanie, że "pomagać w domu to może trzyletnie dziecko, a nie dorosły facet" i myślę, że jest ono kwintesencją moich działań. Kiedy na świecie pojawiła się Tusia przyznaję, że nieco odsunęłam T. od opieki nad nią. Miałam takie przeświadczenie, że ja zrobię to lepiej, że jeśli on robi coś przy małej inaczej niż ja-robi to źle.

Teraz wyzbyłam się tych przekonań. T. świetnie sobie radzi z pieluchami, przy kąpieli to On rozbiera Maksia i przynosi do wanienki, usypia malucha i nic złego się nie dzieje. A dodatkowo buduje więź z własnym synem co mnie dodatkowo cieszy. Z obowiązkami domowymi też sobie radzi doskonale, a ja wcale nie muszę mieć na nie wyłączności.

4. Ja też jestem ważna!

Niemowlak, przedszkolak, mąż, dom-to wszystko jest ważne, to prawda. Jednak tym razem ważny jest jeszcze ktoś, JA. Tym razem daję sobie przyzwolenie na zajęcie się również sobą. Zapewniam sobie czas na pomalowanie paznokci, zrobienie makijażu czy wypicie w miarę ciepłej kawy. I nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu. Nie obwiniam się, że w tym czasie mogłam przeczytać Natalii dodatkową bajeczkę czy potulić Maksia. Tym razem dbam również o własne potrzeby bez niepotrzebnego samobiczowania.

5. Zapewniam sobie pomoc.

Kiedy po porodzie okazało się, że z powodu utraty krwi nabawiłam się anemii i byłam tak osłabiona, że wstanie ze szpitalnego łóżka było dla mnie wyzwaniem poprosiłam o pomoc moją teściową. Poprosiłam ją aby przyjechała do nas na kilka dni, kiedy wrócę do domu z maluszkiem i zwyczajnie mi pomogła w opiece nad dziećmi. Zrobiłam to mimo, że wcześniej deklarowałam, że nie chcę żadnych odwiedzin zaraz po wyjściu ze szpitala, że chcę ten czas spędzić tylko z najbliższymi domownikami. Miałam jednak świadomość, że ta pomoc mojej drugiej mamy jest mi potrzebna z powodu moich chwilowych ograniczeń. Wiedziałam, że dzięki niej sama szybciej stanę na nogi i później będzie nam wszystkim łatwiej.

6. Mam świadomość swojego stanu.

I tutaj mam na myśli nie tylko mój stan fizyczny ale i psychiczny. W pierwszym połogu bardzo mało wiedziałam na temat baby blues i pojawienie się go bardzo mnie dotknęło. Pamiętam te dni kiedy płakałam od momentu wyjścia T. do pracy do jego powrotu. Kiedy myślałam, że wszystko mnie przerasta i nie daję rady mimo, że tak naprawdę nic złego się nie działo a Tusia rozwijała się książkowo.

Teraz byłam przygotowana na ten czas. Psychicznie przygotowana. Wiedziałam, że nastąpi spadek nastroju oraz, że minie. Ta świadomość chwilowości tego stanu pozwoliła mi lepiej sobie poradzić z własnymi uczuciami. Wiedziałam, że za kilka dni czy tygodni poczuję się lepiej, poczuję się silniejsza i szczęśliwsza. I dzięki temu przeświadczeniu ten trudny moment minął szybciej, łatwiej choć łez wylałam morze to jednak sama w nim nie utonęłam :)


Te pierwsze sześć tygodni jest trudnym momentem dla każdej mamy. Chociaż każda z nas przeżywa je inaczej, to jednak wszystkie wiemy o wyjątkowości tego okresu, w dobrym i tym gorszym znaczeniu.

A Wy jak sobie radziłyście? Macie jakieś własne patenty? 

:*
Tusiakowa mama

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobiwych.

Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger