piątek, 9 czerwca 2017

Uwierz w siebie....ja ci pomogę córeczko.

Temat dzisiejszego wpisu chodził mi po głowie od dawna. Kiełkował, wzrastał, aż wypełnił moją głowę na tyle, że konieczne było podzielenie się nim z Wami.

Co jest dla mnie najważniejsze w moim macierzyństwie? Co najbardziej chcę przekazać mojej córce, a niedługo również synkowi aby być spokojnym o nich w przyszłości?

Otóż najważniejsze jest dla mnie zaszczepienie w nich wiary w siebie.

Dlaczego akurat ta cecha jest wg mnie tak istotna? Myślę, że duży związek ma z tym fakt, że mnie właśnie tej wiary we własne możliwości bardzo brakuje. Jako zdecydowany introwertyk mam ogromną trudność nie tylko w uzewnętrznianiu własnych oczekiwań ale przede wszystkim w przypisywaniu sobie jakichkolwiek zasług czy dokonań.
Zrobiłam coś fajnego? Eeeee...to nic takiego.
Dokonałam czegoś? Nie, po prostu miałam szczęście i tyle.
Pochwalić się czymś? Ale przecież to nic wielkiego, nie warto.

Tak od zawsze postrzegałam siebie. Kiedy inni opowiadali na lewo i prawo o swoich sukcesach, nawet tych najmniejszych, ja milczałam oczekując, że moja praca obroni się sama, że zostanę doceniona bo ktoś zauważy. Najczęściej zauważał.....po czasie....kiedy już było za późno.

Dlatego pragnę aby moje dzieci umiały opowiedzieć światu jakie są wspaniałe. Aby potrafiły docenić same siebie, bez czekania na reakcję z zewnątrz, która może nigdy nie nastąpić lub przyjść kiedy będzie za późno.

Według mnie wiara w siebie rozumiana jako wysokie poczucie własnej wartości pozwala nam nie tylko odnosić sukcesy, których przecież każdy pragnie. Wiara w siebie pozwala nam, być może przede wszystkim, radzić sobie z porażkami. Osoba posiadająca wysoką samoocenę nie załamie się z powodu porażki, owszem będzie smutna ale porażka jej nie przygniecie, nie sparaliżuje. Wysoka samoocena pozwoli jej podnieść się, spróbować raz jeszcze, wyciągnąć wnioski...bo nie spowoduje u niej poczucia beznadziejności własnej osoby. Osoba wierząca w siebie nie dojdzie do wniosku, że zasłużyła na porażkę tylko dlatego, że jest właśnie taka jaka jest, że najwidoczniej się nie nadaje.

Z tych właśnie powodów każdego dnia staram się zaszczepić w Tusi ziarenko wiary we własne siły. Staram się zamiast mówić "jestem z ciebie dumna" mówię "możesz być z siebie dumna". Jak najczęściej wyliczam zalety lub chwalę za najmniejszy nawet sukces. Chcę żeby Tusia wzrastała w przeświadczeniu, że jest wartościową osobą, która może dokonać czego tylko zechce, spełnić każde ze swoich marzeń- wszystko to tylko kwestia włożonego wysiłku :)

I kiedy tak siedziałam pewnego dnia na placu zabaw, obserwując jak moja córka próbuje utrzymać równowagę podczas obchodzenia piaskownicy dookoła po jej drewnianym obramowaniu, doszłam do wniosku, że moje starania przynoszą pierwsze efekty.
Tusia upadała kilkukrotnie, wróciłyśmy nawet do domu z siniakiem na nodze. Jednakże, po każdym z tych upadków wstawała, otrzepywała kolana i mówiła do mnie "to nic mamo, uda mi się, zobaczysz" i próbowała kolejny raz. A gdy po kolejnej próbie obeszła piaskownicę dookoła bez żadnego potknięcia przybiegła do mnie i powiedziała "zrobiłam to! Nauczyłam się! Widziałaś?" A duma ją rozpierała :)



A Wy czego chcecie nauczyć swoje dzieci? Jaka cecha charakteru jest dla Was tą najistotniejszą?

:*
Tusiakowa mama

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobiwych.

Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger