piątek, 30 czerwca 2017

Ciąża to nie choroba- czyli przypadki mojego 9-tego miesiąca

Ciąża to nie choroba- czyli przypadki mojego 9-tego miesiąca

Wiele razy słyszałam to stwierdzenie. Ba, ja nawet sama tak uważam. Moim zdaniem ciąża to faktycznie nie choroba ale jednak stan wyjątkowy, rządzący się swoimi prawami i obarczony pewnymi ograniczeniami zarówno w stosunku do kobiety, jak i do otoczenia.

Moja druga ciąża, w której aktualnie jestem (kończę 9-ty miesiąc) nie jest najłatwiejsza. Co ciekawe o niektórych problemach, które mi w niej towarzyszą dowiaduję się przez przypadek. Jak widać nie jestem standardowa :)

O cukrzycy ciążowej dowiedziałam się podobnie jak inne ciężarne, u których stwierdzono tę przypadłość- po odebraniu wyników testu obciążenia glukozą 75g (w skrócie OGTT). Pogodzona z dietą i insuliną myślałam, że na tym skończą się moje "przygody".

W poniedziałek jednak na jedną z ostatnich rutynowych wizyt miałam zrobić standardowe badania krwi i moczu. Nic specjalnego, każda przyszła mama drogę do laboratorium zna na niemalże na pamięć :) Wśród zaznaczonych testów był też ALAT- czyli jedna ze zwyczajowo zwanych prób wątrobowych. Badanie miało być wykonane dla "spokojności". Po odebraniu wyników okazało się jednak, że oznaczony enzym wątrobowy 3-krotnie przewyższa dopuszczalną normę! Doktor Google wyświetlał tylko jedną diagnozę w przypadku kobiet w ciąży- cholestazę ciążową.

Nie do końca uwierzyłam w te odpowiedzi, ponieważ w każdym przeczytanym przeze mnie artykule widniała informacja, że osoby u których stwierdzono cholestazę uskarżały się na uporczywe swędzenie głównie stóp i dłoni- co jest głównym objawem tej choroby. Szczerze mówiąc to bardziej skłaniałam się ku myśli, że nastąpiła pomyłka w przeliczeniu jednostki lub po prostu jakiś ludzki błąd i tyle.

Moja pani ginekolog podczas wizyty zleciła oczywiście powtórzenie badania wraz z dodatkowym testem ASPAT (też enzym wątrobowy) oraz poziom bilirubiny i pojawienie się koniecznie następnego dnia bez oczekiwania w kolejce. Powinno mnie to nieco zastanowić ale przekonana o zaistniałej pomyłce skupiłam się raczej na myślach, że "jutro się okaże, że się mylicie". Następnego dnia rano wykonałam zlecone badania i około godziny 12 zgłosiłam się po wyniki. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy okazało się, że zarówno ALAT jak i ASPAT są na podobnym, wysokim poziomie! Nie było żadnej pomyłki!

Wizyta była niezwykle krótka i polegała właściwie tylko na wypisaniu skierowania na oddział patologii ciąży w trybie pilnym. Trzy tygodnie przed terminem (!) i praktycznie z ulicy trafiłam na izbę przyjęć. Niestety z uwagi na fakt, że Tusiakowy tata przebywał właśnie w delegacji, a Tusia w przedszkolu nie wyraziłam zgody na położenie mnie na oddziale, obiecując że stawię się niezwłocznie następnego dnia rano, byleby pozwolono mi odebrać Tusię z przedszkola i zapewnić jej opiekę taty.

I w ten oto sposób od środy przebywamy z Maksem w szpitalu, cholestazę ciążową potwierdzono dodatkowo zlecając określenie poziomy kwasów żółciowych (ich poziom również okazał się za wysoki). Dowiedziałam się również, że nie zawsze w przypadku tej choroby występuje świąd. U mnie nie musiał się pojawić, ponieważ z uwagi na przebywanie na diecie cukrzycowej nie spożywałam potraw tłustych i obciążających wątrobę więc objaw ten nie musiał się ujawnić.

Drogie przyszłe mamy, nie lekceważcie żadnych badań zleconych Wam w ciąży. Cholestazę ciążową najczęściej stwierdza się po 30 tygodniu ciąży więc w tym czasie warto sprawdzić chociaż jeden z enzymów wątrobowych tj. ALAT. Choroba ta jest groźna dla maluszka więc szybkie, ewentualne rozpoznanie pozwala skutecznie ograniczyć jej wpływ na Wasze dziecko. A jak widać po moim przykładzie nie zawsze daje objawy sugerujące, że dzieje się coś niepokojącego.


Na koniec mam do Was prośbę......trzymajcie za nas kciuki :)

:*
Tusiakowa mama

sobota, 17 czerwca 2017

Moje top 6- produkty, które pomogły mi przetrwać na diecie cukrzycowej.

Moje top 6- produkty, które pomogły mi przetrwać na diecie cukrzycowej.


Maksio mieszka w moim brzuchu już 9 miesiąc, niedługo więc nadejdzie ten wielki dzień kiedy zobaczymy się pierwszy raz, po tej samej jego stronie :)

Dużą rolę w ciągu tych ponad 8 miesięcy odegrała przypadłość, ostatnio dość często doskwierająca ciężarnym tj. cukrzyca ciążowa. W momencie odebrania wyników tzw. krzywej cukrowej moja dieta musiała drastycznie ulec zmianie, a rygor, samodyscyplina i budzik stały się moimi najlepszymi przyjaciółmi.

Dieta stosowana w cukrzycy ciążowej jest oparta na produktach o niskim indeksie glikemicznym, dzięki czemu poziom cukru we krwi ciężarnej nie ulega podwyższeniu. Sama w sobie jest dietą bardzo zdrową, zawierającą dużą ilość warzyw, węglowodanów złożonych i chudych mięs jednak restrykcyjne zakazy spożywania produktów zawierających cukier czasem powodują trudności-ciężko jest czasem bez żalu odmówić sobie słodyczy czy choćby świeżo wypieczonej bułki :)

Chciałabym się z Wami podzielić moimi 6-cioma produktami, dzięki którym przebywanie na diecie cukrzycowej stało się dla mnie bardziej znośne, a czasem wręcz uprzyjemniało mi codzienny jadłospis.

1. Kawa latte.

Jako pierwszą wymienię kawę, ponieważ w tym czasie traktuję ją bardziej jako deser niż codzinny napój. Gorszy dzień czy słabszy humor jest w stanie poprawić mi szklanka latte wypita w ulubionej kawiarni lub choćby przygotowana w domu. To dla tej małej przyjemności opanowałam technikę spieniania mleka za pomocą słoika (polecam :)).

2. Nasiona chia.

Chia, znana też pod nazwą szałwii hiszpańskiej to ostatnio bardzo popularny produkt. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę ich wartości odżywcze i zdrowotne. Te małe nasionka pochodzące z Meksyku zawierają dużą ilość kwasów omega-3 oraz wapnia, magnezu, żelaza czy selenu- bardzo potrzebnych w diecie kobiet w ciąży. Ponadto dzięki zawartości błonnika pomagają normalizować poziom cukru we krwi, a przygotowany z nimi pudding na bazie jogurtu naturalnego czy mleczka kokosowego jest po prostu pyszny :)

3. Kapusta kiszona.

Meksyk Meksykiem ale teraz coś z naszego rodzimego podwórka. Polski super food czyli kapusta kiszona. Ta niedoceniona potrawa potrafi naprawdę wiele. Zawiera dużą ilość witaminy C, A, E, J jak i witamin z grupy B. Zarówno spożywanie samej kiszonej kapusty jak i picie jej soku pozwala obniżyć poziom cukru we krwi co jest bardzo pomocne w momencie kiedy zauważymy jego przekroczenie. Mi osobiście jedzenie kiszonej kapusty pomogło szczególnie na początku mojej cukrzycowej drogi, kiedy jeszcze nie wiedziałam jak działają na mój organizm poszczególne produkty.

4. Orzechy ziemne niesolone.

Zanim przystosowałam się do nowego rytmu odżywiania miałam chwile, w którym najzwyczajniej w świecie czułam się głodna. Mimo, że dzienny jadłospis słodkiej mamy obejmuje 6-7 posiłków, spożywanych w odstępach 2,5-3 godzinnych zdarzały mi się jednak dni, kiedy już po godzinie od ostatniego posiłku odczuwałam głód (lub po prostu potrzebę zjedzenia czegoś). W takich momentach z pomocą przychodziły mi fistaszki. Orzechy te nie wpływały na mój poziom glikemii a nawet pół garści fistaszków pozwalało mi spokojnie dotrwać do kolejnej "pory karmienia" :).

5. Chleb Kromka 7 ziaren.

To pieczywo dostępne w sklepach sieci Biedronka okazało się jedynym rodzajem pieczywa, które nie powodowało u mnie podwyższenia poziomu glukozy. Wprawdzie podobny efekt wykazywało też tzw. pieczywo chrupkie jednak ten chleb najbardziej przypominał zwyczajny chleb, który dotychczas stanowił jeden z podstawowych produktów w moim jadłospisie.

Oprócz chleba 7 ziaren w Biedronce można znaleźć również chleb Kromka 7 zbóż tego samego producenta, jednak ten drugi już nie był taki odpowiedni.

6. Ksylitol.

Jako ostatni mój top produkt chcę wymienić cukier brzozowy, zamiennik cukru białego, który obok stewii czy erytrolu jest jedynym dozwolonym rodzajem słodzidła w ciąży. Ciężarne bowiem nie mogą spożywać produktów przeznaczonych typowo dla diabetyków, ze względu na zastosowane w nich słodziki sztuczne, niewskazane dla malucha w brzuchu. Ksylitol posiada słodkość zbliżoną do białego cukru (jest nieco słodszy, więc stosujemy do w mniejszej ilości), jednak należy pamiętać, że nie można stosować go bez ograniczeń ponieważ zbyt duża dawka w ciągu dnia może mieć właściwości przeczyszczające. Ilość bezpieczna to 2 łyżki stołowe/dzień. Cukier brzozowy nadaje się do słodzenia produktów zarówno zimnych jak i ciepłych oraz do pieczenia :)



A Wy macie jakieś własne spożywcze top produkty? Dajcie znać, chętnie poznam Wasze typy :)

:*
mama Tusiaków





piątek, 9 czerwca 2017

Uwierz w siebie....ja ci pomogę córeczko.

Uwierz w siebie....ja ci pomogę córeczko.
Temat dzisiejszego wpisu chodził mi po głowie od dawna. Kiełkował, wzrastał, aż wypełnił moją głowę na tyle, że konieczne było podzielenie się nim z Wami.

Co jest dla mnie najważniejsze w moim macierzyństwie? Co najbardziej chcę przekazać mojej córce, a niedługo również synkowi aby być spokojnym o nich w przyszłości?

Otóż najważniejsze jest dla mnie zaszczepienie w nich wiary w siebie.

Dlaczego akurat ta cecha jest wg mnie tak istotna? Myślę, że duży związek ma z tym fakt, że mnie właśnie tej wiary we własne możliwości bardzo brakuje. Jako zdecydowany introwertyk mam ogromną trudność nie tylko w uzewnętrznianiu własnych oczekiwań ale przede wszystkim w przypisywaniu sobie jakichkolwiek zasług czy dokonań.
Zrobiłam coś fajnego? Eeeee...to nic takiego.
Dokonałam czegoś? Nie, po prostu miałam szczęście i tyle.
Pochwalić się czymś? Ale przecież to nic wielkiego, nie warto.

Tak od zawsze postrzegałam siebie. Kiedy inni opowiadali na lewo i prawo o swoich sukcesach, nawet tych najmniejszych, ja milczałam oczekując, że moja praca obroni się sama, że zostanę doceniona bo ktoś zauważy. Najczęściej zauważał.....po czasie....kiedy już było za późno.

Dlatego pragnę aby moje dzieci umiały opowiedzieć światu jakie są wspaniałe. Aby potrafiły docenić same siebie, bez czekania na reakcję z zewnątrz, która może nigdy nie nastąpić lub przyjść kiedy będzie za późno.

Według mnie wiara w siebie rozumiana jako wysokie poczucie własnej wartości pozwala nam nie tylko odnosić sukcesy, których przecież każdy pragnie. Wiara w siebie pozwala nam, być może przede wszystkim, radzić sobie z porażkami. Osoba posiadająca wysoką samoocenę nie załamie się z powodu porażki, owszem będzie smutna ale porażka jej nie przygniecie, nie sparaliżuje. Wysoka samoocena pozwoli jej podnieść się, spróbować raz jeszcze, wyciągnąć wnioski...bo nie spowoduje u niej poczucia beznadziejności własnej osoby. Osoba wierząca w siebie nie dojdzie do wniosku, że zasłużyła na porażkę tylko dlatego, że jest właśnie taka jaka jest, że najwidoczniej się nie nadaje.

Z tych właśnie powodów każdego dnia staram się zaszczepić w Tusi ziarenko wiary we własne siły. Staram się zamiast mówić "jestem z ciebie dumna" mówię "możesz być z siebie dumna". Jak najczęściej wyliczam zalety lub chwalę za najmniejszy nawet sukces. Chcę żeby Tusia wzrastała w przeświadczeniu, że jest wartościową osobą, która może dokonać czego tylko zechce, spełnić każde ze swoich marzeń- wszystko to tylko kwestia włożonego wysiłku :)

I kiedy tak siedziałam pewnego dnia na placu zabaw, obserwując jak moja córka próbuje utrzymać równowagę podczas obchodzenia piaskownicy dookoła po jej drewnianym obramowaniu, doszłam do wniosku, że moje starania przynoszą pierwsze efekty.
Tusia upadała kilkukrotnie, wróciłyśmy nawet do domu z siniakiem na nodze. Jednakże, po każdym z tych upadków wstawała, otrzepywała kolana i mówiła do mnie "to nic mamo, uda mi się, zobaczysz" i próbowała kolejny raz. A gdy po kolejnej próbie obeszła piaskownicę dookoła bez żadnego potknięcia przybiegła do mnie i powiedziała "zrobiłam to! Nauczyłam się! Widziałaś?" A duma ją rozpierała :)



A Wy czego chcecie nauczyć swoje dzieci? Jaka cecha charakteru jest dla Was tą najistotniejszą?

:*
Tusiakowa mama
Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger