poniedziałek, 19 lutego 2018

10 zalet bycia mamą high need baby.

10 zalet bycia mamą high need baby.


Twoje dziecko to hajnid? Super. Jest co najmniej 10 powodów do radości :) Choć wierzę, że na pewno znajdziesz ich o wiele, wiele więcej.

1. Dbanie o kondycję.

Ileż to razy mamy posiadające małe dziecko narzekają na brak czasu na ćwiczenia. A Ty? Twój maluch uwielbia być noszony. Kiedy więc wsadzisz go w chustę czy nosidło i wysprzątasz, w tym tandemie, mieszkanie to uwierz mi, że z czystym sercem możesz skreślić pozycję trening z listy zadań. I nawet Chodakowska uznałaby, że to "dobra robota".

2. Dbanie o figurę.

Zostały ci nadmiarowe kilogramy po ciąży. O nic się nie martw. Twój maluch też o to zadba. Po kilku tygodniach podczas których nie będziesz miała czasu na zjedzenie żadnego posiłku przez większość dnia gwarantuję ci, że problem wagi rozwiąże się sam. Przynajmniej w jakimś stopniu.

3. Minimalizm w garderobie.

Chcesz podążać za trendami ale nie wiesz jak? Ostatnio modny jest minimalizm we wnętrzach, dodatkach czy ubraniach. Bez problemu wpisujesz się w ten trend. Z twoim dzieckiem i tak nie ma mowy o jakimkolwiek odwiedzeniu sklepów, o przymiarce już nie wspominając. Nosisz więc non stop te kilka rzeczy, które na ciebie pasują i jeszcze jako tako wyglądają. I co można?

4. Zaoszczędzisz na wakacjach.

Nie musisz się martwić o korki na zakopiance. Nie przejmujesz się tłumami nad morzem. Nie musisz kombinować skąd wziąć fundusze na tygodniowy wyjazd. Przy twoim maluchu samotne wyjście do biedronki to 100% all inclusive. I to w godzinach kiedy kolejki są najdłuższe. A co. Postoisz sobie chociaż w spokoju te kilka minut dłużej.

5. Możesz zostać mistrzynią teleturniejów.

Jak? To bardzo proste. Jeśli tylko będą szukać uczestników "Jaka to melodia" w kategorii- piosenki dziecięce, startuj bez wahania. Wygraną masz w kieszeni. W końcu po tylu godzinach śpiewania przed własną, wymagającą publicznością rozpoznajesz każdą bezbłędnie. Po jednej nutce.

6. Nie musisz obawiać się skoków rozwojowych.

Wielu rodzicom temat skoków rozwojowych jeży włosy na głowie. Na samo wspomnienie dostają gęsiej skórki. A Ty? Biorąc pod uwagę temperament twojego maluszka nawet ich nie zauważyłaś. W sumie nie było wielkiej różnicy czy twoje dziecko było wymagające przez 20 czy przez 24 godziny na dobę.

7. Zaoszczędzisz na gadżetach dla dzieci.

Mata na podłogę, bujaczek, karuzelka nad łóżeczko czy inne podobne udogodnienia mogą czasem znacząco obciążyć budżet rodzinny. Jednak ciebie ten problem nie dotyczy. Twój maluch delikatnie mówiąc ma w poważaniu wszelkie te akcesoria. Wystarczą mu twoje ramiona i dużo, dużo twoich sił. Więc spokojnie o finanse się nie musisz niepokoić.

8. Randki z mężem nie są problemem.

Nie musisz się martwić gdzie tym razem wyjdziecie. Nie szukasz opiekunki do dziecka. Kreacja, fryzura i makijaż również nie spędzają ci snu z powiek. Odkąd w waszym życiu pojawiło się dziecko szczytem romantyzmu jest paść wieczorem na łóżko. To samo. Razem. I zasnąć.

9. Poranny budzik ci nie straszny.

Właściwie to możesz budzik zupełnie wyłączyć. Jest zbędny. Twój maluch i tak budzi się co godzinę w nocy. I taką noc zaliczasz do przespanych. Bez obaw. Nie zaśpisz na pewno.

10. Po prostu jesteś mamą.

Bez względu na to jak bardzo wymagające jest twoje dziecko. Bez względu na ilość nieprzespanych nocy, przechodzonych kilometrów, przepłakanych godzin. Twoje dziecko to najcenniejszy skarb, a macierzyństwo to najwspanialsza rzecz jaka kiedykolwiek ci się przydarzyła. I bez względu na wszystko wiesz, że nie zamieniłabyś tej roli na nic innego. Bo miłość którą dajesz jest niemalże tak bezgraniczna jak ta, którą otrzymujesz.

środa, 7 lutego 2018

Faworki- najprostszy przepis.

Faworki- najprostszy przepis.
Lubię gotować. Właściwie od zawsze chętnie uczestniczyłam przy przyrządzaniu różnego rodzaju potraw. Od dziecka asystowałam mamie w kuchni ucząc się kroić, obierać czy wylizując miski podczas pieczenia ciast :)
Najbardziej jednak lubię cukiernictwo. Uwielbiam zapach domowego ciasta, widok rosnącej babki przez szybę piekarnika. Nawet warkot miksera lubię :)
W pewnym momencie, kiedy oczywiście przeszłam kolejny raz na dietę znajdowałam sposoby "odchudzanie" tradycyjnych wypieków. Eksperymentowałam z różnego rodzaju zamiennikami cukru, tłuszczu, białej mąki czy laktozy i muszę przyznać, że efekty były bardzo dobre. Ale nie o tym chciałam.
Od kiedy jestem mamą dwójki dzieci znacznie skurczył się czas, który mogę poświęcić na kulinarne czy cukiernicze zajęcia. Uwielbiam więc przepisy proste w wykonaniu i przede wszystkim szybkie. Takie, które nie potrzebują do stworzenia dania całej listy składników, a najlepiej jakby zawierały takie, które można znaleźć w lodówce bez konieczności odwiedzenia sklepu.
Taki też jest ten przepis na faworki :)

Na około 30 sztuk potrzebujecie:
- 2 szklanki mąki pszennej
- 1 jajko
- 1 łyżkę octu
- 4-5 łyżek jogurtu naturalnego
-tłuszcz do smażenia (ja użyłam oleju rzepakowego)
- cukier puder do posypania

Czyli składniki, które znajdziemy praktycznie w każdej kuchni :)

Kolejny krok to zagniecenie ciasta. Jeśli używacie jogurtu, który jest dość gęsty polecam dodać 5 łyżek, jeśli o rzadszej konsystencji- wystarczą cztery. Ciasto po zagnieceniu powinno być miękkie i odklejać się łatwo od rąk. Następnie należy je rozwałkować na placek o grubości 2-3 mm, pociąć w prostokąty z rozcięciem w środku, przełożyć jeden koniec prostokąta przez otrzymaną dziurę i usmażyć.

Tłuszcz do smażenia powinien być dobrze rozgrzany, a usmażone faworki powinny posiadać złoty kolor. Na koniec posypujemy je cukrem pudrem i gotowe :)

Prawda, że proste?

Smacznego :)



wtorek, 30 stycznia 2018

Kolejne urodziny= kolejny rok możliwości.

Kolejne urodziny= kolejny rok możliwości.

Wczoraj skończyłam 32 lata i...cieszę się z tego. Nie zamierzam ukrywać mojego wieku, a na pytanie o niego spłonąć rumieńcem. Nie liczę "lat doświadczenia" przypadających po skończeniu 18 wiosen, ani stawek VAT od skończenia pełnoletności. Nie wstydzę się swojego wieku chociaż nie zawsze tak było.

Wiele razy słyszałam, że życie zaczyna się po trzydziestce. Uśmiechałam się wówczas ukradkiem rozmyślając o naiwności osoby głoszącej ten pogląd. Ja dwudziestoletnia kobieta, wkraczająca w dorosły świat sądziłam, że tylko młodość zasługuje na zainteresowanie. Uważałam, że tylko młody człowiek może zmieniać świat, ma nieograniczone możliwości oraz musi dokonać dobrych wyborów skutkujących na przyszłość. Musi tak zaprojektować swoje przyszłe życie, żeby niczego nie zmieniać ani nie żałować. Bo później to już koniec, zaklepane. Raz dokonane wybory są nieodwołalne i niepodważalne.

Z czasem na szczęście mój światopogląd uległ zmianie. Teraz wiem, że w każdym momencie, niezależnie od wieku możemy zacząć od nowa. Może próbować znaleźć swoją drogę tyle razy, na ile starczy mu sił. Może ponosić porażki, odnosić sukcesy, testować, próbować i zmieniać tyle razy na ile ma ochotę. Posiada tyle możliwości, na ile sobie pozwoli. Może ryzykować tyle razy na ile starczy mu odwagi i pomysłów na własne życie.

Mam 32 lata. Jestem mamą dwójki dzieci. Żoną jednego męża. Kobietą, która na nowo układa swoją rzeczywistość. Mam głowę pełną pomysłów, wizji i koncepcji. Mam w sobie zapał by spróbować od nowa określić swoją osobę. Znaleźć swoje miejsce w świecie.

Mam 32 lata. Jestem mamą dwójki dzieci. Żoną jednego męża. Posiadam ostoję w mojej rodzinie. Zdobyłam trochę doświadczenia, dzięki któremu bardziej doceniam mądrość życiową innych osób. Posiadam w sobie więcej pokory bo wiem, że wiele sytuacji może mnie zaskoczyć.

Mam 32 lata ani dużo, ani mało. Polubiłam samą siebie. Jestem w takim momencie mojego życia kiedy chcę być sobą. Nie chcę ani nikogo udawać, ani nikomu się przypodobać. Chcę być sobą, choć zależy mi na ciągłym rozwijaniu się.

Mam 32 lata. Lubię moje tu i teraz.

Mam 32 lata. Przede mną kolejny rok możliwości. Zamierzam go dobrze wykorzystać :)

piątek, 19 stycznia 2018

Orzechowe muffiny z kawą inką.

Orzechowe muffiny z kawą inką.

Dziś chciałam się z Wami podzielić przepisem na pyszne i bardzo proste muffiny. Idealne do weekendowej kawy :)
Muffiny są z dodatkiem orzechów (ja wykorzystałam pozostałe po świętach orzechy włoskie), a swój karmelowy posmak zawdzięczają dodatkowi kawy inki.

Przepis (na 12 babeczek):

składniki suche
- 300g mąki pełnoziarnistej
- 100 g cukru
- 150g posiekanych orzechów (dobrze je wcześniej podprażyć na patelni)
- szczypta soli
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżeczki kawy inki

składniki mokre
-200 ml mleka (można użyć jogurtu, maślanki itp)
- 100-120 ml oleju (lub rozpuszczonego masła)
- 2 jajka

Składniki suche wsypujemy do miski i mieszamy ze sobą. Składniki mokre mieszamy ze sobą w osobnym naczyniu i wlewamy do suchych. Mieszamy jak najkrócej, tylko do połączenia się składników. Następnie napełniamy papilotki do 3/4 wysokości i pieczemy 25 min w temperaturze 180 stopni Celsjusza.


Smacznego :)

wtorek, 16 stycznia 2018

Jak nauczyłaś tak masz!- czyli jak być mamą wymagającego dziecka.

Jak nauczyłaś tak masz!- czyli jak być mamą wymagającego dziecka.


Idziesz ulicą prowadząc przed sobą wózek. Rozglądasz się dookoła obserwując okolicę i widzisz ją. Widzisz inną mamę, która podobnie jak ty wyszła na spacer ze swoim dzieckiem. Nie, jednak jest między wami pewna różnica. W jej wózku śpi spokojnie maluszek, podczas gdy z twojego dobiega serenada płaczów, krzyków i innych podobnych dźwięków. I zastanawiasz się dlaczego twój maluch tak reaguje? Sprawdzałaś już czy mu nie za ciepło/zimno, pieluszkę, nakarmiłaś jakieś 5 minut temu. Przyspieszasz więc kroku i udając żywego szumisia kierujesz się w stronę domu. Twój 10 minutowy spacer dobiegł właśnie końca.

Znacie termin "high need baby"? Na pewno, co najmniej raz spotkaliście się z tym określeniem. Oznacza on dziecko o większych potrzebach niż "standardowy" niemowlak. Dzieci takie najczęściej wykazują zwiększoną potrzebę bliskości, najlepiej czują się w ramionach mamy i/lub taty, mają dużą potrzebę ssania, raczej płytki sen i są nieodkładalne. Dzieci te są bardziej wrażliwe na bodźce, które funduje im świat po drugiej stronie brzucha- nie lubią jasnego światła lub głośnych dźwięków okazując to płaczem. Czasem taka zwiększona wrażliwość może sugerować problem związany z zaburzeniami integracji sensorycznej (SI) ale nie musi. Czasem po prostu kolokwialnie mówiąc ten typ tak ma.

Okazało się, że Maksio jest maluchem bardziej wymagającym, a przez to bardziej absorbującym całą rodzinę. Choć większość jego potrzeb mogę zaspokoić tylko ja.

Wiele razy w czasie tego mojego 6-cio miesięcznego podwójnego macierzyństwa zastanawiałam się: gdzie popełniłam błąd? Dlaczego mój synek śpi w ciągu dnia tylko na rękach, przy piersi? Dlaczego mam wrażenie, że jego płacz rozpoczyna się rano a kończy wieczorem kiedy zasypia aby za godzinę obudzić się z kolejnym płaczem? Czy ja jestem dobrą mamą, skoro on tak bardzo płacze? A może jest głodny- mimo, że waga raczej sugeruje coś zupełnie odwrotnego? A może go coś boli? Może, może, może.....mnogość zadawanych sobie pytań wypełniała mi głowę, tworząc coraz to nowy niepokój. Układałam w myślach najróżniejsze scenariusze podczas godzinnych spacerów z kuchni do pokoju z niemowlakiem na rękach.

Ale wiecie co było dla mnie dotąd najtrudniejsze? Nie moje obawy, nie moje obowiązki względem moich dzieci, nie brak snu (choć ten nadal boleśnie odczuwam) ale sugestie i komentarze osób trzecich.

Najbliższa rodzina na początku sugerowała problemy z karmieniem, ponieważ dla większości ludzi płaczący niemowlak to głodny niemowlak. Koniec. A skoro Maksio płakał bardzo dużo to oznaczało to, że jest głodny. A skoro oznaczało, że głodny to znaczy, że mama czyli ja nie potrafi go nakarmić. Konkluzja zawsze prowadziła do rady: podaj butelkę, przecież go głodzisz. Wniosek ten, umacniał również fakt, że Maksio 90% dnia spędzał przy piersi- jedząc, śpiąc, uspokajając się. O dziwo większość tych rewelacji wypływała od osób, które albo nie karmiły piersią albo karmiły bardzo krótko (podejrzewam, że również po wysłuchaniu podobnych rad).

Kolejną grupą były osoby, które spotykały nas sporadycznie, najczęściej poza domem, w miejscu pełnym nowych bodźców. Maksio w takich miejscach jest tak bardzo zainteresowany nowym otoczeniem, że skupia całą swoją uwagę na poznawaniu i odbieraniu wszelkich bodźców- mniej płacze i najczęściej jest cichym obserwatorem chłonącym świat z poziomu ramion moich lub Tusiakowego Taty. Niestety po powrocie do domu, a najczęściej już podczas drogi powrotnej nie jest już tak różowo. Pod wpływem nadmiaru bodźców oraz zmęczenia mamy do czynienia ze zwiększoną reakcją na wcześniejszą sytuację. Tylko to odreagowywanie widzimy i słyszymy już tylko my w zaciszu własnego domu (nie licząc oczywiście sąsiadów). Obserwując więc naszego synka w nowym otoczeniu można dojść do wniosku (jak to niejednokrotnie usłyszałam), że to "anioł nie dziecko". W takich momentach pomimo mojej sympatii do danej osoby odczuwam jednak ukłucie. Bo skoro Maks jest taki grzeczny, to ja sobie coś ubzdurałam z tymi trudnościami, nie mam co narzekać, a jeśli narzekam to znaczy że coś ze mną jest nie tak.

Maksio jak każdy człowiek ma lepsze i gorsze dni. Różnica pomiędzy nimi polega jednak na tym, że w tych gorszych spędzi na rękach 24 a nie 20 godzin :)

Jednak z tego wszystkiego najbardziej boli mnie stwierdzenie "jak nauczyłaś, tak masz". Pewna bardzo bliska mi osoba, po spędzonym u nas dniu skomentowała zachowanie Maksia właśnie stwierdzeniem, że to moja wina. To moja wina, bo przyzwyczaiłam mojego synka do noszenia. Bo reaguję na każdy jego płacz. Bo nie zostawiam go w łóżeczku do wypłakania. Bo spełniam jego potrzeby, a on przecież na pewno wymusza. I tu z całą stanowczością i pełnym przekonaniem nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niemowlęcia nie można przyzwyczaić do noszenia, bo ono rodzi się do noszenia przyzwyczajone! Bo cóż innego robi kobieta przez cały okres ciąży jeśli nie nosi swojego dziecka? Niemowlęcia nie można przyzwyczaić do kołysania z tego samego powodu! Niemowlę nie potrafi wymuszać! Jego płacz oznacza niezaspokojoną potrzebę, nie wyrafinowany sposób na wyegzekwowanie zachcianki! Jeśli niemowlę posiada niezaspokojoną potrzebę odczuwa to niemalże jako ból, więc metoda pozostawienia do wypłakiwania jest według mnie nie tylko nieskuteczna ale przede wszystkim jest barbarzyństwem. Nawet jeśli ceną zaspokojenia potrzeb małego człowieka jest mój sen czy ból pleców to jest dla mnie tylko jeden słuszny wybór.

Co może więc zrobić mama bardziej wymagającego malucha? Może.....zaakceptować temperament i charakter swojego dziecka. Tylko tyle i aż tyle. Mi akceptacja pomogła w uspokojeniu siebie, w zaprzestaniu obwiniania siebie o wygląd mojej codzienności i poukładanie jej na nowo bazując na stanie zastanym. Nie walczę już z moim synem, a raczej z nim współgram. Zdołaliśmy się już poznać na tyle, że jestem w stanie przewidzieć jego zachowanie w danej sytuacji, chociaż zdarza mu się mnie zaskoczyć :)

I wiecie co? Mój wymagający syn powoduje, że inaczej patrzę na świat. Zaczęłam cieszyć się z drobnych rzeczy, ze spaceru bez płaczu, z zakupu chleba bez histerii w sklepie, z chwili ciszy :) I chociaż nadal czasem zakłuje kiedy patrzę na mniej wymagające maluchy to jednak polubiłam nieco to moje macierzyństwo z przeszkodami :)

Tusiakowa mama

piątek, 12 stycznia 2018

Olej z czarnuszki, syrop z cebuli i syrop z buraka- czyli domowe sposoby na przeziębienie #2

Olej z czarnuszki, syrop z cebuli i syrop z buraka- czyli domowe sposoby na przeziębienie #2

W zeszłym tygodniu opisałam Wam jakie przyprawy towarzyszą nam w walce z wirusami w okresie przeziębieniowym. Dziś skupię się na płynach- oleju z czarnuszki i dwóch syropach, które stosujemy.

1. Olej z czarnuszki.

Olej ten wykazuje działanie aktywizujące układ immunologiczny, hamuje reakcje autoagresywne organizmu (polecany przez to alergikom), działa przeciwzapalnie i przeciwgrzybiczo. Zawiera on również w swoim składzie kwasy tłuszczowe z grupy omega-6 i omega-9.
Olej ten pije się w ilości jednej łyżki stołowej dziennie. Niestety moim zdaniem nie należy do najsmaczniejszych- charakteryzuje się ostro-gorzkim smakiem. Mimo tego jednak Tusia jest w stanie go wypić. Moim zdaniem picie oleju z czarnuszki można nieco porównać do picia tranu, który również do smacznych nie należy.
Przy zakupie oleju z czarnuszki należy zwrócić uwagę czy butelka jest przechowywana w warunkach chłodniczych. W domu również olej ten trzymamy w lodówce.

2. Syrop z cebuli.

Nasz niekwestionowany klasyk. Jest niezawodny i niejednokrotnie wyciągnął mnie czy Natalię z różnego rodzaju infekcji górnych dróg oddechowych. Dodatkowo do słoika dorzucam jeszcze 1-2 ząbki czosnku co zwiększa jego działanie antybakteryjne.

Aby przygotować syrop z cebuli potrzebujesz:
- 1 cebulę
- 1-2 ząbki czosnku (opcjonalnie)
- 4-5 łyżeczek cukru
- kilka łyżeczek miodu (opcjonalnie)

Cebulę i czosnek kroimy drobno. Układamy składniki w słoiku warstwowo: warstwa cebuli, cukru, miodu, znów cebuli i tak do wyczerpania składników. Odstawiamy w ciepłe miejsce (na kaloryfer lub do miseczki z ciepłą wodą-nie wrzącą jeśli dodaliśmy miód) do momentu aż cebula puści sok. Później przechowujemy w lodówce 3-4 dni. Pijemy łyżkę stołową dziennie, w cięższych przypadkach dwa razy dziennie.

3. Syrop z buraka ćwikłowego,

Wykazuje działanie przeciwkaszlowe, oczyszcza górne drogi oddechowe i ułatwia odkrztuszanie. Wspomaga również odporność organizmu.

Do jego przygotowania potrzebujesz:
- buraka ćwkłowego
- cukier lub miód

W buraku należy wyciąć otwór tak aby nie przebić się na wylot. Do wyciętej dziury dodajemy łyżeczkę cukru lub miodu i odstawiamy w ciepłe miejsce. Kiedy uzyskamy z warzywa sok, możemy pić syrop na bieżąco (1-3 razy dziennie łyżkę stołową) lub zlewać do pojemnika i przechowywać w lodówce. Burak przygotowany w ten sposób będzie oddawał sok 2-3 dni.
Syrop z buraka jest najsmaczniejszą z dzisiejszych propozycji- sądzę, że nie będzie problemu z namówieniem na niego dzieci :)

Dajcie znać czy skorzystaliście z którego z przepisu. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoimi doświadczeniami.

Życzę Wam oczywiście dużo zdrowia.
:*
Tusiakowa mama

wtorek, 9 stycznia 2018

Moje dziecko może płakać.

Moje dziecko może płakać.


Kiedy byłam małą dziewczynką często słyszałam "nie maż się", "takie duże dziewczynki nie płaczą" lub "to nie był powód do płaczu". Założę się, że wielu z Was również słyszała te lub podobne zdania, wypowiadane najczęściej przez najbliższych. Nie twierdzę, że ich zamiary były złe, zapewne chcieli dla Was jak najlepiej ale czy właśnie taki skutek odnosili? Czy po usłyszeniu takiego stwierdzenia poczuliście się lepiej? No właśnie.

Najczęściej w takiej sytuacji czułam się nierozumiana. Nierozumiana przez najbliższe mi osoby. Przez osoby, które kocham i których zdanie, i opinia, mają dla mnie ogromne znaczenie. Nawet, jeśli temu starałam się zaprzeczyć. A skoro te osoby twierdziły, że mój problem czy zmartwienie nie jest istotne, nie jest powodem do smutku, płaczu, to zapewne miały rację. Tylko jakaś część mnie, gdzieś w środku zaczynała się buntować przeciw takiemu osądowi. Jakaś część krzyczała w głębi, że to nieprawda. Krzyczała, że moje uczucia są ważne mimo tego jak postrzegają je inni. Pojawiała się również jeszcze jedna myśl. Skoro bowiem otoczenie bagatelizuje uczucia, które uważałam za istotne to może coś ze mną jest nie tak?

Czy te sytuacje przyczyniły się do obniżenia mojej samooceny? Nie wiem. Podejrzewam jednak, że nie pozostały temu obojętne.

Mam świadomość w jakiej rzeczywistości żyjemy. Mam świadomość, że świat dookoła daleki jest od idylli. Nasze życie często przypomina wyścig, w którym wygra silniejszy, szybszy, sprytniejszy. Mało jest tutaj miejsca na okazywanie uczuć. Często wręcz mam wrażenie, że oczekuje się od ludzi wyzbycia się uczuciowości na rzecz osiągnięcia zamierzonych celów.

Wiele razy słyszałam, że posiadając miękkie serce należy mieć twardą inną część ciała.

Teraz jednak będąc mamą równie uczuciowej dziewczynki staram się wsłuchiwać się w jej uczucia. Staram się poznać lepiej jej system wartości, taki jeszcze niewinny, niezdeformowany przez teraźniejszość. Pragnę być dla niej ostoją, osobą do której ucieknie po radę, kiedy pojawi się problem. Osobą co do której będzie miała pewność, że nie zbagatelizuje jej uczuć, zbywając krzywdzącym stwierdzeniem o dużych dziewczynkach. Nie zawsze jest to łatwe, często nasze zabieganie i brak czasu utrudniają skupienie się na każdym problemie. Warto jednak walczyć o ten czas. W końcu chodzi o jedną z najważniejszych dla mnie osób.

Moim celem jest pokazanie moim dzieciom, że są wartościowymi osobami, które mogą ufać swoim uczuciom i osądom. Pokazanie, że nie muszą podążać za tłumem, nawet jeśli ich wybory nie będą popularne. Chcę, żeby zawsze wiedzieli, że mają mnie.

Pragnę aby wierzyli w siebie.

Dlatego moje dzieci mogą płakać.


:*
Tusiakowa mama

Copyright © 2016 Tusiaki , Blogger